Elle (luty 2006)
Madonna Forever!
Zawsze na topie, nigdy taka sama. Zresztą śpiewa: „Nikt mnie nie zna, nikt mnie nie pozna”. Najnowsza płyta gwiazdy „Confessions On A Dance Floor”, w rytmach disco, to od kliku tygodniu numer jeden na światowych listach przebojów. Rok 2006 należy do niej.
Beata Nowicka
Kiedy Madonna napisała list to wszystkich czterech członków zespołu ABBA o prawo do wykorzystania na swojej najnowszej płycie ich przeboju „Gimme, gimme, gimme” z 1979 roku, odpowiedź nadeszła błyskawicznie: „Czujemy się zaszczyceni i wyróżnieni, że gwiazda pani formatu… itd.”. „Brzydka, bez głosu, nie potrafi tańczyć. Odrzucić” – zanotował reżyser Milos Forman przy nazwisku 21-letniej Madonny Louise Ciccone podczas castingu do słynnego musicalu „Hair”. Na przesłuchania zgłosiły się tysiące młodych ludzi. Pierwszą kandydatką, którą zobaczył Forman, była właśnie przyszła gwiazda pop, wówczas wokalistka nieznanych zespołów Emmys i Breakfast Club. Żeby być pierwsza, Madonna ustawiła się w kolejce o 9 rano dnia poprzedniego. Na swoją szansę czekała 30 godzin. Tym razem poniosła porażkę. Wtedy po raz pierwszy powiedziała: „Możecie mnie lubić lub nie. Ja i tak będę robić swoje”.
Na zdjęciach z tamtego okresu wygląda nieciekawie. Tandetny ubiór, fryzura, makijaż i… głos. Ale jest w niej też siła i upór. A przede wszystkim całkowity brak kompleksów, bezwstyd w lansowaniu siebie. Wyczuł to producent Reggie Lucas i cztery lata po porażce w Formana wydają razem pierwszą płytę zatytułowaną po prostu „Madonna”. Proste teksty, rytmiczna, grana na syntezatorach muzyka i porywające przesłanie: „Życie to przede wszystkim zabawa”. Rok później ukazuje się „Like a Virgin” („Jak dziewica”). Na koncertach piosenkarka, śpiewając tytułową piosenkę, występuje w jedwabnej sukni ślubnej. Kilka tygodni później w Macy’s, słynnym domu handlowym w Nowym Jorku, powstaje dział zwany Madonnaland – sprzedaje koronkowe topy i rękawiczki, sznury koralików, obcisłe spódniczki ze stretchu, legginsy… czyli odzież oraz dodatki wzorowane na kreacjach gwiazdy. Nikt już nie miał wątpliwości, że Madonna stała się gwiazdą.
Max Cegielski, krytyk muzyczny: „Sprzedają się ci artyści, którzy tworzą własny świat. Madonna robi to przy każdej płycie”. Kiedy w klipach gwiazda występuje w koronkach, natychmiast noszą je młode dziewczyny na całym świecie. To Madonna pierwsza założyła legginsy do spódnicy i ogromny krzyż do siatkowego podkoszulka. „Jej siła to osobowość – dodaje Max – i niesamowita umiejętność dobierania sobie współpracowników. W tym zawodzie nie »grasz« sam. Ona to wie. Przy każdej płycie pracuje silny team specjalistów od tańca, makijażu, mody, choreografii, brzmienia, montażu… od wszystkiego. Madonna jest ich królową”.
„To pierwsza artystka pop, która przejęła całkowitą kontrolę nad swoim wizerunkiem – dodaje Marcin Prokop, redaktor naczelny miesięcznika „Film”, także krytyk muzyczny. – Pierwsza sprzedała skandal jako produkt. Perfekcyjnie gra tematami tabu: seksem, seksem i religijnością”. Max Cegielski: „Zawsze en vogue, zawsze pół kroku do przodu. Utorowała drogę do kariery Britney Spears czy Christinie Aguilerze. Ale one bez swoich producentów byłby nikim. La Madonna, jak mówią Francuzi, jest i będzie”. „Każde jej nowe wcielenie wyzwala nową modę. Madonna wyszukuje trendy, przetwarza jej i przerabia na masowy sukces” – dodaje Prokop.
Na najnowszym klipie 47-letnia gwiazda odsłania pośladki, uda obciąga czarnymi kabaretkami, kręci biodrami z werwą 18-latki. Nie sposób się jej oprzeć. Znowu jest gwiazdą akademików, choć ci, którzy w nich mieszkają, są od niej młodsi o 30 lat. Kiedyś przekraczała tabu, dziś przekroczyła granicę czasu. Jej przesłanie? „Życie nie kończy się po czterdziestce. Więc bawmy się. W rytmie disco jak sprzed 30 lat”.

Elle: Skąd bierze Pani tę energię?
M: Po prostu życie zwraca mi to, co sama mu daję.
Elle: Ćwiczenia na siłowni?
M: Niekoniecznie, trzy miesiące temu potłukłam się, spadłam z konia.
Elle: Pani sposób na sławę?
M: Gdy odniesiesz sukces, nikt ci nie powie, że to wszystko jest tylko złudzeniem i że ostatecznie sława nic nie znaczy. Nikt nie wyjaśni, że to nietrwały, chwilowy uśmiech losu. Wręcz przeciwnie, popychają cię do tego, żeby żądać coraz więcej. I dają coraz więcej. W tym momencie jesteś już nie tylko zepsuta, ale też schwytana w pułapkę, bo zaczynasz brać złudzenia za rzeczywistość. Żeby przeżyć, trzeba wyjść z tego zaklętego kręgu. Nie ma innego sposobu.
Elle: Ile potrzeba czasu, żeby dojść do takiego wniosku?
M: Wiele lat. Na pewno pomogły mi w tym dzieci, małżeństwo, życie duchowe. Zrozumiała, co jest ważne i prawdziwe. Cały błąd polega na myśleniu, że to my jesteśmy źródłem tego wszystkiego, co się dzieje dokoła. Wiem, że nie jestem właścicielką mojego talentu, tylko jego „administratorką”. Jeśli będę zarządzać nim dobrze, pozostanie w obiegu. Jak pieniądze.
Elle: Tego uczy kabała?
M: Kabała pochodzi od słowa „kebel”, czyli otrzymywać. Trzeba najpierw otrzymywać, po to, żeby dawać. W największym skrócie, kabała mówi, że wszystko, co robimy i mówimy, ma wpływ na świat. Z chwilą, gdy to do nas dociera, stajemy się bardziej odpowiedzialni. Zaczynamy myśleć dwa razy, zanim coś zrobimy, i wtedy zmienia się cała nasza wizja życia.
Elle: To właśnie przekazuje Pani sowim dzieciom?
M: Tak. Np. mówię córce, że w jej głowie mieszkają dwa głosy: zły i dobry. „Bad guy” to z grubsza biorąc, nasze ego. I „good guy” – to “ja” w łączności z innymi. Tłumaczę jej, że jeśli jest dla kogoś niedobra, to tak, jakby była niedobra dla siebie samej. Usiłuję nauczyć ją rzeczy najprostszych.
Elle: Na pewno nie jest łatwo być córką Madonny… ani jej mężem!
M: Chyba nie… Mam znacznie większe doświadczenie ze sławą niż mój mąż i była znacznie większą prowokatorką. Guy prowokuje poprzez swoje filmu. Często dyskutujemy. Pytam go, co z tego ma. Co mu daje, że doprowadza ludzi do pasji? Jednocześnie bardzo go szanuję i podziwiam.
Elle: A Pani córka?
M: Nienawidzi, gdy ktoś usiłuje się z nią zaprzyjaźnić tylko po to, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Dla nie jestem jej matką i to wszystko. Na pewno nie jest jej łatwo, ale wierzę, że Lourdes potrafi sobie z tym poradzić. Poza tym chodzi do francuskiej szkoły tutaj, w Anglii. Mówi po francusku lepiej ode mnie!
Elle: Mieszka Pani w Londynie, ale podobno kocha Pani Francję…
M: Niesłabnącą miłością. Mam tam prawdziwych przyjaciół. Ale specjalna więź łączy mnie z Nowym Jorkiem… To tam zakosztowała niezależności, zrealizowałam marzenia, stałam się artystką. Ale też musiałam radzić sobie sama. Jednym słowem, walczyłam i cierpiałam. Takie wspomnienia pozostają do końca życia. A mija już 20 lat, odkąd jestem na scenie. I wciąż mam ochotę krzyczeć: „Nie poddawajcie się, wierzcie w to, co robicie, nieważne co mówią inni. Idźcie naprzód!”.
Elle: Czy czegoś Pani żałuje?
M: Niczego. Żadnych żalów, mam tylko nadzieję.



