Add Me!Close Menu Navigation


( the one and only real UM ) Often imitated, never duplicated.

Add Me!Open Categories Menu

Film (czerwiec 2000)

Film, czerwiec 2000


Miewam problemy…

z Madonną rozmawia Max B. Miller

Jakie jest miejsce ojca w życiu rodziny?
Obecność ojca jest tako samo ważna jak obecność matki. Dziecko wychowane przez oboje rodziców może mówić o ogromnym szczęściu. Kobieta i mężczyzna różnią się od siebie, kochają w różny sposób. Sama staram się, aby relacje między moją córką a jej tatą były najlepsze.

A co jest fundamentem rodziny?
Miłość, dyscyplina i poświęcenie.

Czy nie uważa pani, że powinien istnieć jakiś przepis prawny jasno określający, co stanowi rodzinę, a co nią nie jest?
Nie… To prywatna sprawa każdego z nas. Kiedyś nasze życie rodzinne w niczym nie będzie przypominało tradycyjnego układu – mama, tata i dwójka dzieci.

U „Układzie prawie idealnym” na pewno idealne są pokazywane przez panią układy jogi…
Potrzebowałam 3 lat, aby móc wykonać wszystkie pozycje ashtanga – odmiany jogi, która widzowie zobaczą w kinie. Kosztowało mnie to dużo wysiłku. Początkowo miałam zagrać instruktorkę pływania, ale ubłagałam reżysera, żeby zmienił scenariusz – nie chciałam całymi dniami moczyć się w basenie.

Film opowiada o kobiecie przeciętnej, nieciekawej… Jak pani, gwieździe, udało się zagrać taką postać?
Nie jestem gwiazdą przez 24 godziny na dobę, bywam także zwyczajnym człowiekiem, miewam problemy… Do tej pory obsadzono mnie w rolach wariatek, sław; po raz pierwszy moja bohaterka jest kimś z tłumu. W końcu i ja sama zmieniła się przez te wszystkie lata.

Wpływ córki?
Być może… Wydaje mi się, że dzięki niej mam w sobie więcej współczucia i zrozumienia dla innych, jestem wrażliwsza na problemy najbliższych mi osób. Stałam się bardziej świadoma tego, co robię i mówię, nauczyłam się cierpliwości. Gdybym sama nie była matką, nie dostałabym roli w tym filmie – po prostu nie wiedziałabym, jak zagrać tę postać. Odnoszę wrażenie, że instruktorka jogi i Madonna mają ze sobą wiele wspólnego. Jedyne, w czym ją przypominam, to to, że mam dziecko, lubię Ruperta i uprawiam jogę. Nic więcej. Ja zdecydowałam się na ciążę po trzech latach życia z mężczyzną, którego kochałam – z nią było trochę inaczej.

Postało sporo filmów pokazujących przyjaźń pomiędzy kobietą i gejem… Czy taka przyjaźń jest łatwiejsza?
Cóż mogę tylko powiedzieć, jak to wygląda z kobiecego punktu widzenia… Mam wielu przyjaciół gejów i wiem, że oni nigdy nie czują się zagrożeni w moim towarzystwie, nie przeszkadza im, że jestem silna, niezależna, inteligentna. Moi znajomi geje organizują imprezy, bawi ich bieganie po sklepach… Są po prostu świetni.

Jak pani wspomina pracę na planie „Układu prawie idealnego”?
To było bardzo ciekawe doświadczenie. Zwykle to ja skupiam na sobie uwagę otoczenia, teraz gwiazdą miał być Rupert. Dla mnie była to dobra zabawa.

Co pani sądzi o swojej bohaterce – w pewnym momencie staje się zaborcza, odciąga dziecko od ojca…
Ale to przecież ona proponuje Rupertowi, żeby spróbowali dojść do porozumienia. To przez niego sprawa ląduje w sądzie, a kiedy ludzie są wystraszeni, robią głupie rzeczy. Oboje podejmują niemądrą decyzję i oboje za to płacą. W końcu jednak okazują sobie zrozumienie. Ja sama nie byłabym w stanie wybaczyć tak wiele.

Czy pracując nad rolą, kieruje się pani wskazówkami reżysera?
Reżyser jest jak kapitan statku, to on jest szefem, dużo zależy jednak także od aktora. Obaj konstruują postać, ich wkład pracy powinien być równy.

Przeniosła się pani do Europy, córka rozpocznie tam naukę w prywatnej szkole. Czy zamierza pani rozpocząć bardziej mieszczańskie życie?
Będzie tak samo jak w Nowym Jorku. Poza tym nie przeprowadziłam się do Europy na stałe. To, że moja córka uczy się w Londynie, nie oznacza, że zrzekłam się amerykańskiego obywatelstwa. Kocham Amerykę i jestem dumna tego, że jestem Amerykanką. W Anglii nagrywam swoją najnowszą płytę, mój chłopak jest Brytyjczykiem. Ale o nim nie powiem ani słowa…

Jaki więc będzie ten nowy album?
Nawiązałam współpracę z francuskim muzykiem i producentem płytowym o imieniu Mirwais. Jego kompozycje są proste, o bardzo elektronicznym brzmieniu. Staraliśmy się, aby melodie były bardzo przejrzyste, niemal ascetyczne, aby emocje zawsze znajdowały się na pierwszym planie. Śpiewam o miłości, głównie o tej, której minęła.

Jak ocenia pani szaloną przeszłość, swoje ekstrawagancje, prowokacje?
Każdy przechodzi okres młodzieńczego buntu. Ja przeżyłam kryzys w wieku 30 lat. Cały czas czuję jednak potrzebę sprzeciwiania się autorytetom, nie mogę znieść, że dyskryminuje się kobiety, ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, że istnieją uprzedzenia rasowe… Nie akceptuję ograniczania wolności kobiety…

Co sądzi pani na temat operacji plastycznych?
Rezultaty bywają lepsze lub gorsze. Wydaje mi się jednak, że ludzie są zbyt krytyczni w stosunku do siebie i własnego ciała, że nie potrafią akceptować siebie takimi, jakimi są. Mamy prawo robić ze sobą, co nam się żywnie podoba, ale warto pamiętać, że piękno zaczyna się od środka. Jeśli zajmujesz się tylko tym, co widać, nigdy nie będziesz szczęśliwy.

Na listach przebojów królują nastoletnie gwiazdy. Czy nie zazdrości im pani sukcesów?
Oczywiście, że nie! Sama odnoszę sukcesy, czego miałabym im zazdrościć?

Większość młodych artystów mówi, że pani twórczość miała wpływ na to, jak śpiewają i co śpiewają. Czy pani słucha ich muzyki?
Oczywiście… szczególnie piosenek moich fanów…


Pisał: Psychol_M

Najnowszy teledysk Madonny

Friends


Twitter