Playboy (luty 1995)
Playboy, luty 1995

Szczera rozmowa z najinteligentniejszą prowokatorką amerykańskiej kultury masowej o piosenkach, filmach, mężach, kochankach i… prawdziwym znaczeniu miłości.
Playboy: Twoja nowa płyta „Bedtime Stories” jest wspaniała. Jak wyglądała praca nad nią?
Madonna: Chciałam, żeby to była płyta rhythm-and-bluesowa. To właściwie powrót do korzeni, bo mój pierwszy album był właśnie taki, jeśli idzie o muzykę. A teksty? Myślę, że mogę je określić jako romantyczne, refleksyjne. Są rezultatem stanu mojego ducha w ostatnich latach. Płyta jest bardziej akustyczna, używałam więcej gitar, w trzech utworach pojawia się orkiestra smyczkowa. Mój głos jest na pierwszym planie. To bardzo ważne, żeby słyszeć, o czym wokalista śpiewa. Nie lubię domyślać się treści piosenek. Ten album jest cieplejszy, łagodniejszy. Gdy nagrywałam „Eroticę”, pisała akurat książkę „Sex”. Płyta i książka miały na siebie wpływ, zawierały moje erotyczne fantazje. Teraz interesuje mnie ta druga, romantyczna strona miłości. Miłość jest i erotyczna, i romantyczna zarazem.
Playboy: Jak to się stało, że Bjork i Nellee Hooper napisali piosenkę tytułową albumu?
Madonna: Kiedy spotkałam Nellee Hoopera, powiedziałam, że bardzo mi się podoba płyta Bjork, którą właśnie produkował. Odpowiedział, że Bjork jest moją wielką fanką – że powinnyśmy się spotkać i napisać coś wspólnie. Wspaniale, bardzo bym chciala… Niestety, nigdy się nie spotkałyśmy. Gdy ja w Nowym Jorku pracowałam nad płytą, ona koncertowała w Europie. Rozmawiałyśmy przez telefon. A piosenka powstała w Londynie. To się stało bardzo szybko, ona napisała słowa, on muzykę – wszystko jednego popołudnia. Przysłali mi taśmę. Bardzo podobały mi się słowa, do muzyki miałam zastrzeżenia, ale pomyślałam, że skończymy tę piosenkę, gdy Nellee wróci do Nowego Jorku. I tak się stało, tę robotę zostawiliśmy na koniec, a gdy piosenka była już skończona, pomyślałam, że to dobry tytuł dla całej płyty. Dla mnie każda piosenka na tej płycie brzmi jak historia do poduszki, jak bajka, wszystkie są kołysankami…
Playboy: Pracowałaś z tyloma wspaniałymi muzykami. Byli wśród nich Stephen Bray, Patrick Leonard, Shep Pettibone, Prince, teraz Babyface, Dave Hall i Nellee. Kto był najlepszy?
Madonna: Tego nie powiem. Każdy był inny. Mogę powiedzieć, że najłatwiej i najszybciej pisałam piosenki z Babyface. Moim zdaniem jest idealnym twórcą piosenek. Wystarczyły nam dwie godziny. Było szybko, magicznie i czarownie.
Playboy: Pracujesz z najlepszymi…
Madonna: To oczywiste; wolałbyś grać w tenisa z mistrzem czy ze średniakiem?
Playboy: Czy tworząc muzykę myślisz o tym, jak się będzie sprzedawała?
Madonna: Piszę o tym, co mam w sercu, nie staram się być modna, chcę z siebie wydobyć całą poezję. Jeśli ją mam…
Playboy: Czy kiedy płyta się ukazuje, śledzisz jej pozycję na listach bestsellerów?
Madonna: To jest zadanie mojego menadżera, on mi o wszystkim donosi. Wolę nie poświęcać temu zbyt wiele uwagi.
Playboy: W twoich nowych piosenkach jest smutek i samotność. Dlaczego?
Madonna: Nie we wszystkich, ale w kliku tak. To także część mnie. Napisała wreszcie o sprawach, o których już dawno chciałam zaśpiewać. Teraz byłam na to gotowa.
Playboy: Czy adresujesz piosenki do konkretnych osób? Napisałaś piękny utwór dedykowany pamięci twojej matki – „Inside Of Me”…
Madonna: Tak, bardzo często adresatem piosenki jest konkretna osoba. Moja matka umarła, gdy miałam siedem lat. Mówiłam o tych uczuciach już wiele razy. Chyba teraz właśnie chciałam napisać taką piosenkę. Postać matki jest bardzo ważna dla dziecka. Kiedy jej zabraknie, mogą się stać dwie rzeczy: albo uciekasz w siebie i stajesz się introwertykiem, albo starasz się przetrwać. Mówisz sobie: muszę dać sobie radę, będę dla siebie matką, zajmę się sobą. To ci daje siłę, co nie znaczy, że zawsze było mi z tym dobrze. Większość dzieci ma w sobie naturalną siłę – ja też ją miałam. Wymyśliłam sobie wiele „matek” po drodze, najpierw były to nauczycielki, potem inni ludzie, ale zawsze był ktoś taki… Dziecko ma ogromną wyobraźnię i bardzo chce mieć kogoś, kto się nim opiekuje. To sprawiło, że jestem teraz taka silna. A przecież niełatwo być mną… (Śmieje się)
Playboy: Czy jest dla ciebie bycie osobą publiczną?
Madonna: To jest szalone życie… Oczywiście koniec z prywatnością. Tracisz przywilej obserwowania ludzi, bo wszyscy obserwują ciebie…
Playboy: Jak sobie z tym radzisz?
Madonna: Nie traktuję tego zbyt poważnie, podchodzę normalnie, z poczucie humoru. Byłam niedawno w kinie ze znajomym. Miałam oczywiście ciemne okulary, Trzy dziewczyny siedzące w rzędzie przed nami ciągle oglądały się ukradkiem. W pewnym momencie jedna nie wytrzymała, odwróciła się o powiedziała: „Wiesz, jesteś bardzo podobna do Madonny”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Wszyscy mi to mówią”. Nie jest łatwo być osobą publiczną w tych czasach. Wszystko co mówisz, jest cytowanie, wszystko czego nie mówisz – fabrykowane. Ciągle ci coś przypisują, głównie to, czego nigdy nie powiedziałeś. Gdy ludzie się z tobą spotykają, mają o tobie wyrobione zdanie – kompletnie cię nie znając. A ty musisz wiedzieć, co jest najważniejsze. Nie mogę spędzić reszty życia na dementowaniu plotek na mój temat. Najważniejsze jest to, abym mogła się wypowiadać artystycznie. Wspaniale, że to co robię, dociera do takiej ogromnej liczy ludzi, straszne – że mój obraz kreują nie zawsze obiektywne media. Nie mogę powiedzieć, że mam żal, że jest mi źle. Mojego życia nie zmieniłabym na żadne inne, ale nie jest łatwe i trzeba mieć grubą skórę, możesz mi wierzyć. Niczego nie żałuję, nawet tego, że napisałam „Sex”, choć media mnie za to ukarały. Chcieli mnie zniszczyć, bo byłam „taka”, a to tylko jedna strona mojego ja. Teraz pokazuję inną siebie. Nie udało im się zniszczyć mnie, bo jak widzisz siedzimy tu i rozmawiamy… Wracam i walczę moją muzyką. Gdybym była mężczyzną, byłoby zupełnie inaczej. This Is a Man’s World! Wiele rzeczy nigdy by się nie zdarzyło. Nikt się nie interesuje z kim sypia Prince, wszyscy zaglądają do mojego łóżka. Samotny mężczyzna to coś normalnego – samotna kobieta to wyzwanie, a skandal, jeśli to jestem ja!
Playboy: Czy masz wielu przyjaciół?
Madonna: „Wielu” to znaczy ilu?
Playboy: Powiedzmy dwóch albo trzech…
Madonna: Tak, mam dwóch albo trzech.
Playboy: Jak można zostać twoim przyjacielem?
Madonna: Po pierwsze, muszę mu zaufać, wiedzieć, że zależy mu na mnie, a nie na tym co mnie otacza. Nie mam wielu przyjaciół, bo niełatwo ich zdobyć. Przyjaźń nie rodzi się nagle, wymaga czasu, doświadczeń, wspólnych przeżyć, jest jak budowanie domu… A kiedy już go zbudujesz, trwa.

Playboy: Jaka jest prawdziwa Madonna?
Madonna: Chyba nie taka, jaką chcą mnie widzieć inni. To zabawne dowiedzieć się, że na uniwersytecie zbierają się naukowcy, którzy dyskutują o tym, co Madonna chciała powiedzieć kręcąc taki czy inny videoclip. Z drugiej strony cieszy mnie to, bo najlepsza sztuka to sztuka prowokacyjna.
Playboy: Która płyta była najważniejsza w twojej karierze?
Madonna: Ta najnowsza. I tak jest zawsze – inaczej to co robię, nie miałoby sensu.
Playboy: Czy to prawda, że chciałabyś spotkać papieża Jana Pawła II?
Madonna: Nigdy o tym nie wspominałam, ale to moje marzenie.
Playboy: Czy wiesz, że on jest Polakiem?
Madonna: Oczywiście, wiem o tym.
Playboy: Czy masz jeszcze jakieś skojarzenia związane z Polską?
Madonna: (Chwila zastanowienia) Kiedy uczyłam się tańczyć w szkole w Nowym Jorku, miałam koleżanką, która jest Polką; chodziłam do niej do domu, bo bardzo mi smakowało polskie jedzenie. To pierwsze, co mi przychodzi na myśl… Znam obraz Polski z filmów i telewizji, ale niewiele o niej wiem… Słyszałam, że… jak się nazywa to duże miasto w Polsce?
Playboy: Warszawa.
Madonna: Warszawa. Słyszałam, że Warszawa jest piękna. To nieprawdopodobnie, że tak wiele historii działo się w jednym miejscu. Jak się żyje w takim historycznym mieście?
Playboy: Wspaniale. Musisz nas odwiedzić!
Madonna: Chciałbyś mieszkać gdzie indziej, gdybyś miał taką możliwość?
Playboy: Nie.
Madonna: To dobrze – to znaczy, że mieszkasz w odpowiednim kraju.
Playboy: Podoba Ci się Paryż?
Madonna: O tak, to cudowne miejsce, architektura jest wspaniała, pomniki, zabytki, opera, kościoły, muzea, ulice, ludzie, atmosfera… Wszystko to uwielbiam!
Playboy: Czy masz okazję się w tym zanurzyć?
Madonna: Tak, to nie łatwe, muszę się ukrywać, wymykać tylnym wyjściem, zakładać ciemne okulary, maskować się jak szpieg, ale… udaje mi się.
Playboy: Kto jest twoim ulubionym projektantem mody?
Madonna: We Francji – Gaultier.
Playboy: Dużo pieniędzy wydajesz na ubrania?
Madonna: Nie, szczerze mówiąc dostaję te stroje od projektantów… i wcale mi to nie przeszkadza (Śmieje się), ale przecież je noszę, ludzie to widzą.
Playboy: Co będzie modne w 1995 roku?
Madonna: Nie wiem, czy uda mi się to przewidzieć… Przypuszczam, że sztuczne futra, mnóstwo „lamparcich” skór. Myślę, że mamy już za sobą anty-modę. Kobiety będą miały dobry makijaż, będą chciały wyglądać bosko, kobieco, elegancko. Ja się z tego cieszę. Na bardzo podobał mi się „artystyczny nieład”.
Playboy: Czy miałaś propozycję wspólnych wstępów od Franka Sinatry?
Madonna: Tak, ale wiedziałam, że taką samą propozycję złożył ponad dwudziestu innym artystom. Nie byłam tym zachwycona. Wolałabym pracować z Tobym Benettem, jazzowym wokalistą Little Jimmy Scottem…
Playboy: Znasz k.d. land?
Madonna: Tak…
Playboy: Chciałabyś z nią nagrać duet?
Madonna: Nie…
Playboy: Co się dzieje z twoją karierą filmową?
Madonna: Jestem skoncentrowana na muzyce, ale mam kilka projektów w zanadrzu. Scenariusze się przygotowują, będę nad tym pracowała. Moją przyjaciółką została Arleen Brickman, była księgowa mafii w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, która potem była informatorką FBI. Maiła niesamowite życie. Każdego dnia opowiada mi historię, którą chciałabym pokazać w filmie. Jest dla mnie źródłem inspiracji.
Playboy: Czy wierzysz w małżeństwo?
Madonna: Myślę, o tym…
Playboy: Jesteś z kimś teraz?
Madonna: Tak.
Playboy: Kto to?
Madonna: Nikt znany, tak jest lepiej, łatwiej…
Playboy: Więc to nie Sylvester Stallone?
Madonna: On jest tylko moim sąsiadem.
Playboy: Co fascynuje cię w seksie?
Madonna: Seks sam w sobie jest fascynujący. To część naszego życia, bardzo ważna część. Seks to temat tabu, a rzeczy zakazane zawsze są fascynujące.
Playboy: Czy masz czas na słuchanie muzyki innych wykonawców?
Madonna: Tak, oczywiście! Uwielbiam wszystkie płyt produkowane przez Nellee Hoopera: Massive Attack, Soul II Soul, Bjork. Bardzo mi się podoba głos Tanity Tikaram, uwielbiam Betty Boo – większość moich faworytów to wykonawcy brytyjscy.
Playboy: Twoje najnowsze „dziecko” to wytwórnia płytowa Maverick. Jak sobie radzi?
Madonna: Świetnie! Płyta grupy Candlebox sprzedała się w liczbie ponad dwóch milionów egzemplarzy, to wspaniałe. Właśnie kupiliśmy grupę Death Tones, chcemy wydać płytę zespołu Bad Brains – to reggae, mamy Me’Shell N’dege Ocello. Chcę wydać także płytę Betty Boo, bo ona nie ma dotąd kontraktu…
Playboy: Czy jesteś szczęśliwa?
Madonna: Tak.
Playboy: Co w sobie lubisz, a czego nie znosisz?
Madonna: Lubię to, ze mam poczucie humoru, a nie znoszę mojej niecierpliwości.
Playboy: O czym marzysz?
Madonna: Chcę mieć dziecko. Moje ciało daje mi znać, że to pora. Już teraz się na to cieszę…
Pisał: Psychol_M



